Programiści i ich żony

Dawno nie było tu tyrad równościowych. Spieszę naprawić ten karygodny błąd! Uprzedzam od razu, że będzie dość osobiście.

W mrokach dziejów (na starym blogu)

Na moim poprzednim blogu sporo było uniesień. Dokładniej, to ja sporo się unosiłam 🙂 Było mi to wtedy potrzebne – zaczynając pracę w zdominowanym przez facetów zawodzie czułam się dość osamotniona. Dużo rzeczy mnie zaskakiwało i nie zawsze potrafiłam w porę reagować. Zdarzyło mi się, przyznaję, ronić łzy w firmowej toalecie. Pierwszy raz po (nie)sławnej przygodzie z quasiprogramistą… Ale to materiał na zupełnie inną historię. W każdym razie, w tamtych czasach blog pełnił dla mnie (między innymi) rolę wentyla bezpieczeństwa.

Dzisiaj (ku słońcu)

Wiele się od tego zmieniło. Po pierwsze, odkryłam, i bardzo mnie to uspokoiło, że nie jestem ani osamotniona, ani wyjątkowa. Programujących kobiet są miliony. Wiele z nich poznałam i wiele mnie inspiruje: Jessica z Abstractivate, dziewczyny z Daj się poznać (trzy spośród siedmiorga zwycięzców to kobiety), moja uzależniona od Coursery przyjaciółka Ewa, Trisha Gee., Ta ostatnia zaskoczyłą mnie kiedyś (na GeeConie) tym, że nie chciała rozmawiać o kobietach w IT. Dopiero niedawno  zrozumiałam, dlaczego, a przynajmniej tak mi się wydaje: bo kobiety nie są ułomkami i nie potrzebują specjalnego traktowania.

Po drugie, trochę wbrew kulturze i wychowaniu, nauczyłam się wreszcie asertywności. W obliczu seksistowskich uwag i nierównego traktowania, reaguję. Uprzejmie i konstruktywnie, ale ze świadomością, że upomniana osoba prawdopodobnie i tak zachowa urazę.  Zazdroszczę osobom, które w takich sytuacjach potrafią rozładować sytuację humorem. To ważny sprzymierzeniec, ale ja po przejściu w tryb obrońcy kobiecej robię się śmiertelnie poważna.

Po trzecie, po paru latach pracy w docenianym i opartym na umiejętnościach zawodzie człowiek nabiera wreszcie pewności siebie.

W związku z tym, w nowym miejscu narzekania prawie na uświadczycie. Nie znaczy to jednak, że wszystko jest w idealnym porządku i że nic nie wyprowadza mnie z równowagi. Kobiet w zawodzie nadal jest za mało (nie twierdzę, że ma być połowa, ale 5%  pewnością nie odwzorowuje rzeczywistego rozkładu predyspozycji) i nie jest to przypadek. Najbardziej martwią mnie   drobne korekty kursu, którym poddawane są kobiety (a jeszcze częściej dziewczynki) utalentowane w dyscyplinach ścisłych. “Chłopcy z reguły lepiej radzą sobie z geometrią”, żart o śwince morskiej (nie cytuję, bo jest durny, a i tak wszyscy go znają), sekcja z zabawkami “dla dziewczynek”… I potencjalna programistka zostaje nauczycielką w klasach 1-3. Z całym szacunkiem dla tych drugich.

Do rzeczy (a stereotypy się obalą, obalą)

Stereotypy to utarte wzorce, którymi posługuje się nasz mózg, by nie przekroczyć dostępnej mocy obliczeniowej. Są potrzebne. Niejednokrotnie ratowały naszym przodkom tyłki oraz pozostałe części ciała. Wobec wystającego zza krzaka pasiastego ogona, nagradzaną przez ewolucję strategią była natychmiastowa ucieczka. Czcigodny przodek nie miał czasu na gdybanie, czy może w danym wypadku nie am do czynienia z krwiożerczym tygrysem, tylko większą wiewiórką, która upaprała w błocie tylną część ciała. Pasiasty ogon = tygrys = ucieczka.

Stereotypy są niezbędne, dlatego nie widzę nic strasznego w tym, że na hasło “informatyk” przed oczami wielu pojawiają się panowie z IT Crowd. To miłe i ważne, kiedy Lego wypuszcza zestawy z kobietami-naukowcami, ale nie będę strofować swojego dziecka, jeśli narysuje szalonego naukowca lub górnika płci zgodnej z rodzajem gramatycznym.

Jest jednak granica i w tym wypadku widzę ją tam, gdzie kolejna napotkana osoba w rozmowie ze mną bez cienia refleksji i poczucia obciachu zakłada, że programista musi mieć żonę.

Jak jest?

W środowisku biznesowym powinno być oczywiste (dla wszystkich: działów HR, menedżerów, organizatorów szkoleń), że stereotyp to jedno, a życie (i korzyść finansowa) to zupełnie inna sprawa. Wygląda na to, że oczywiste to jednak ne jest. Z tej okazji dzisiaj chcę podzielić się  wspomnieniami kilku sytuacji, które ostatnio przyprawiły mnie o ból głowy.

W pracy
W pracy

Studium przypadku 1: oferty pracy

Dostaję czase oferty pracy, która wyglądają mniej więcej tak:

“Pani Justyno!

Chcielibyśmy zaproponować Panu…
Jeśli jest Pan zainteresowany…”

Koleżanko, skusiłabyś się na taką ofertę?

Przynajmniej jeden z tych tekstów został wysłany przez rekrutera płci męskiej – pana od HR. Ironia odbiła się od ściany jak groch.

Studium przypadku 2: podatki

Raz na jakiś czas przekraczam próg podatkowy. Ostatnim razem odebrałam maila od działu finansowego, w którym informowano mnie życzliwie, że mogę uniknąć podwyższenia podatku, jeśli rozliczę się z żoną.

No tak. Skoro zarabiam stosunkowo dużo, to pewnie jestem facetem i imię nie ma tu nic do rzeczy. Moja żona pewnie zarabia mniej (hello!), więc razem tego progu nie przekroczymy. Podpisane przez miłą panią z działu finansowego.  Ile wysiłku potrzeba, żeby w szablonie maila wyraz “żona” zamienić na neutralnego “małżonka”?

Studium przypadku 3: blogowanie

Należę do pewnej grupy wsparcia prelegentów i blogerów IT. Ostatnio pojawił się w niej taki oto post:

Jak udaje wam się godzić pasję z obowiązkami wobec żony i rodziny?

Problemów, a może warstw problemów, widzę tu  kilka. Czy w przypadku IT ja sama w ogóle mogę mówić o pasji? Czy ktoś, kto traktuje żonę jak obowiązek, powinien wchodzić w związek małżeński? Ale przede wszystkim: O co, u licha, chodzi z tą żoną? Dlaczego w domyśle żona informatyka ona nie ma pasji? Dlaczego ja, jako bloger i okazjonalny prelegent, jestem wykluczana z dyskusji z racji nieposiadania żony? Dodam jeszcze, że lista członków grupy jest jawna. Łatwo sprawdzić, ile wśród nich kobiet.

Pod rozwagę.

Dlaczego tak, jak jest, jest źle?

Założenie, że doświadczony programista to mężczyzna (najlepiej heteroseksualny i pozostający w uświęconym sformalizowanym monogamicznym związku) jest tyleż szkodliwe, co nieprawdziwe.

Wspólny mianownik jest tu następujący – wszyscy na tym tracą. Traci branża, w której ciągle brakuje pracowników. Tracą kobiety, spychane do gorzej płatnych zawodów. Tracą mężczyźni, skazywani na pracę w kompletnie sztucznym środowisku.

A może byśmy z tym skończyli?

Co zrobić, żeby było lepiej?

Weryfikować poglądy. Sprawdzać płeć odbiorcy maila.

Wierzyć w siebie.

Mam trochę mieszane uczucia odnośnie akcji zachęcających dziewczyny do kodowania. Wiem, że niektórzy odbierają je jako coś niesprawiedliwego, pytając, dlaczego nie ma takich pomocy dla facetów. W przedsięwzięciach tych nie chodzi jednak o parytety ani zajęcia wyrównawcze, tylko o przekonanie pań, że informatyka jest zawodem także dla nich. Zwłaszcza tych pań, którym wcześniej na różnych etapach edukacji uparcie wmawiano, że tak nie jest.

Oto garść pomocnych linków:

Pełne rozterek niewiasty zapraszam również do kontaktu ze mną.

Oświadczenie A (o pierwszym świecie)

Owszem, poruszam tu problem pierwszego świata. Jednak to, że gdzieś na świecie ludzie mają nieporównywalnie gorzej od nas, nie powinno nikogo powstrzymywać przed dążeniem do perfekcji.

Oświadczenie B (o dobrych chęciach)

Często, kiedy opowiadam którąś z moich wykluczeniowych przygód,  spotykam się z zapewnieniami, że “oskarżana” przeze mnie osoba nie miała złych intencji. Wiem. Wierzę. Ale to nic, naprawdę nic nie zmienia.

Oświadczenie C (o kobietach, którym się to nie przytrafia)

Są kobiety, które twierdzą, że problemu  nie ma. Spotkałam takich kilka – to zdecydowana mniejszość spośród znanych mi programistek. Jak to możliwe? Moim zdaniem albo mają bardzo grubą skórę (zazdroszczę!), albo wyjątkowo przyjazne środowisko pracy, albo (o zgrozo) zgadzają się na status quo i hipotezę, że po prostu mało kobiet nadaje się do naszej pracy.

PS. (o serialu)

A w ogóle, skoro mowa o kobietach-naukowcach, to uwielbiam serial Orphan Black!!! Dostępny na polskim Netfliksie.

PS2. (o “Daj się poznać”)

Być może nie wynika to jednoznacznie z tego wpisu, ale zajęłam 3. (na prawie 300!) miejsce z konkursie Daj się poznać. Jestem z tego niesamowicie dumna.

Komentarze

14 myśli nt. „Programiści i ich żony”

  1. Jeszcze nie pracuję jako programistka, ale studiuję informatykę i na razie raczej nie odczuwam tych stereotypów, choć dziewczyn jest zdecydowanie mniej niż chłopaków. I chciałam jeszcze dodać, że “Orphan Black” to najlepszy serial na świecie ♥
    Gratulacje za konkurs, to super osiągnięcie 🙂

    1. Dziękuję!
      Bardzo mnie cieszy to, co piszesz u studiach. U nas (10+ lat temu) było PRAWIE ok 😉
      Co do Orphan Black to tylko mi nie rób spoilerów bo nie widziałam jeszcze wszystkich odcinków z sezonu 4!!!

  2. Bardzo ciekawy artykuł. A jakie masz stanowisko w pracy? Bo ja “Programista iOS”, ciekawe czy kiedyś wejdzie w życie określenie “Programistka ” 😀
    Z drugiej strony fajnie byłoby być czasem “żoną informatyka”, i mieć cały ten stres z głowy 😉

    1. Podstawowa nazwa mojego stanowiska jest po angielsku, ale w polskiej wersji są “inżynier” i “lider”. Akurat brak żeńskich końcówek zupełnie mi nie przeszkadza – w końcu co za różnica, jakiej płci jest pracownik. Byle mu nie wmawiali, że ma żonę 🙂 I to koniecznie taką, która mało zarabia i nie ma hobby. A w ogóle to mogłabym przyjąć zakład, ile dni wytrzymasz na pozycji udomowionej żony 🙂

      1. To wszystko odbierasz zbyt personalnie i emocjonalnie.
        Kto ci to wmawia? (pytanie retoryczne)

        Poza tym, nie widzę nic złego w byciu “udomowioną żoną”, każda kobieta jest inna, niech każda żyje wedle własnych pragnień. Nie każda ma ambicje bycia kobietą sukcesu. A ty z jednej strony walczysz ze stereotypowym traktowaniem kobiet, a z drugiej, sama to robisz sugerując, że taka kobieta jest gorsza.

        1. Jestem na wakacjach i mam ze sobą tylko (kiepski) telefon, dlatego krótko:
          1. Dziękuję za tak długą wypowiedź w tej dyskusji.
          2. W którym miejscu sugeruję, że ktoś jest gorszy? “Co kto lubi” to niemalże moje życiowe motto 😉 Chciałabym tylko, żeby wybór życiowej ścieżki zależał jedynie od zainteresowanej osoby, a nie presji otoczenia, mniej lub bardziej zorganizowanej.
          3. Co do dziewczyn, które nic nie robiły na studiach: cwaniactwo jest niezależne od płci. U nas były i takie dziewczyny, i tacy faceci. Tych drugich było więcej, bo facetów było więcej w populacji. To jakis confirmation bias moim zdaniem.

  3. Bardzo ciekawy wpis!

    Co ty na to, że nie każda kobieta musi się upodabniać do mężczyzny i mieć ciekawej pracy, podróżować lub przekraczać próg podatkowy? Może jej wystarczy zajmowanie się macierzyństwem i/lub domowym ogniskiem i to daje jej spełnienie? Może nawet tobie się taka wizja spodoba?

    Tu nie chodzi o ‘nadawanie się’ do pracy. Kobiety nie chcą, bo prawdopodobnie boją się ‘że się nie nadają’. Mężczyźni też się tego boją, ale przechodzą nad tym, ryzykują. Kobiety nie lubią ryzykować, lubią czuć się bezpieczne. Dlaczego chcesz im to zabrać?

    1. Twierdzenia typu “kobiety lubią x” mają to do siebie, że do ich formalnego obalenia wystarczy wskazać jednego przedstawiciela danego zbioru, który warunku nie spełnia, więc są niemalże z definicji fałszywe.

      Co do niechęci do podejmowania ryzyka. Astronauta ryzykuje życiem. Przedsiębiorca majątkiem. Polityk wizerunkiem. Ale programista?! 😀

      Frament o “zabieraniu” “im” to żart, prawda? Bo chodzi tu głównie o danie możliwości wyboru.

    2. Co to znaczy upodabniać się do mężczyzny przez to żeby mieć ciekawą pracę, podróżować i przekraczać próg podatkowy? Przepraszam, ale podobnej bzdury dawno nie słyszałam. Od kiedy to ciekawa praca jest męskim atrybutem? Albo pasja do podróży? Albo prawo do uczciwej zapłaty za swoją pracę? Tak się składa że jestem programistą, zawsze marzyłam o ciekawej pracy, podróżach i funduszach na spełnianie marzeń. Natomiast nigdy nie marzyłam o podcieraniu tyłków dzieciom i porodach, ani o sprzątaniu i gotowaniu. Nie uogólniaj własnego spojrzenia na świat na całą populację, to jest bardzo krzywdzące. Ja nie rozumiem kobiet o których piszesz. Dla mnie ograniczenie się do domu, to nie wykorzystanie własnych możliwości, zubożenie sobie życia na własne życzenie, a życie jest tylko jedno.

  4. Z mojego kobiecego punktu widzenia:
    MY kobiety jesteśmy często emocjonalne i tu tkwi problem.

    Generalnie czepianie się o to, ze pan/pani z hr wysłał ci szablon w którym jest słowo “Pan”, o to, że ktoś na forum napisał “hej programiści, znajdujecie czas dla waszych żon” itp to małostkowość, szukanie dziury w całym.

    Poruszono temat nauki. Dziewczynki/młode kobiety często nie chcą się uczyć, marzą o łatwym życiu, nie myślą o przyszłości, wybierają studia humanistyczne argumentując: bo ja się nie znam na matematyce itp. Za moich czasów (a mam 27 lat), w podstawówce/gimnazjum na kołach matematycznych frekwencja była wyrównana jeśli chodzi o płeć, na fizycznym było więcej chłopców, ale to dlatego, że dziewczyn to nie interesowało. Nie było żadnych problemów o jakich piszecie. Nikt z płci nie robił problemu. Dopiero na studiach, niektórzy zwłaszcza młodzi doktoranci okazywali uprzedzenia. Jeżeli ktoś ma niskie poczucie wartości, no to może dać się zdołować, tym bardziej przy zbytniej emocjonalności, niemniej nie przerysowywałabym tego zjawiska, ludzie są ludźmi i tylko ludźmi, nikt nie jest idealny.

    Potem w dorosłym życiu w pracy w IT też spotka się ludzi o małej wyobraźni albo super ludzi, no ale w naturze ludzkiej jest ocenianie. Widzisz kobietę o wyglądzie dziewczynki, myślisz początkująca. Niemniej to może na etapie pierwszej pracy trzeba coś udowodnić, tym bardziej że nie wtapiasz sie w tłum, jako np. jedyna w zespole. Ale każdy musi coś udowodnić, facet tylko bardziej wtapia się w tłum, pasuje do schematu w głowie jakiegoś managera itp. a kobieta, może tracić przy pierwszym wrażeniu, bo kto by zatrudnił “blondynkę”? No ale zatrudniają. Oczywiście, niektórzy odrzucą, ze względu na niepasowanie do schematu.

    Wraz z doświadczeniem zawodowym tego typu problemy znikają, w każdym razie ich skala maleje. Wiedza mówi sama za siebie a i kobieta ma dystans, nie musi nikomu nic udowadniać, zna swoja wartość.

    No i dygresja. W życiu spotkałam różne kobiety w IT. Spotkałam pogodne programistki, które lubiły swoja pracę, znały się na tym, były profesjonalistkami, pracowało mi się z nimi bardzo dobrze 🙂
    Jest jednak drugi typ kobiet w IT, dziewczyny, które liczą na taryfę ulgową, idą na studia informatyczne i szukają kolegów, którzy zrobią im projekty na zaliczenie, dziewczyny, które odwalają fuszerkę w swojej pracy (jakim cudem to przeszło code review?? od wszystkich wymaga się jakiegoś poziomu a taka laska (nie mam pojęcia jak wygląda) ciągle coś odwala i potem muszę zaorać bazę)).
    Z tego względu, jestem za promocją programowania/IT, tak żeby te dziewczyny, które chcą programować, mogły to robić, znajdowały materiały w sieci, które będą je motywować itp. ALE…
    nie jestem za promowaniem dziewczyn, bo to że jesteś dziewczyną nie znaczy, że pracujesz na innych zasadach. Tworzenie takiej iluzji, to robienie krzywdy innym kobietom, tym które są rzetelne, które pracują dobrze i tylko same kobiety na tym tracą.
    Kiedyś chciałam pójść na takie babskie spotkanie programistek, ale … treści takiego spotkania (widziałam agendę) dla mnie są zbyt mało techniczne, obniżanie poziomu, bo to prelekcje dla kobiet, nie przyciągnie pasjonatek. Jestem taką osobą, że nie lubię pieprzenia, wolę konkrety i np. byłam ostatnio na spotkaniu lokalnej grupy (bez podziału na płeć) i tam była konkretna prezentacja techniczna (na poziomie podstawowym, ale było o programowaniu!).

    Przestańmy się cackać, obrażać o wszystko. Świat nie jest idealny, ludzie nie są idealni, ale robienie z igły widły, histeryzowanie, wyolbrzymianie, taki pseudo feminizm to nie jest dobra droga.

    Mam koleżankę która uczy w podstawówce i naprawdę dziewczynki są bardzo zainteresowane informatyką, “kodowaniem” (m. in. taki program szkoła kodowania). Idzie to w dobrym kierunku. Nie pompujmy na siłę dziewczyny w tę branżę, bo zamiast zyskać stracimy.

    Z czasem będzie więcej kobiet w IT, ale do wszystkiego w życiu trzeba dojść samemu, dokonując wyboru i wkładając własna pracę. Jeżeli próbujemy to przeskoczyć to nie zyskamy dobrego fachowca. Nie ma też co pisać elaboratów, bo trafiło się na szowinistę. Trzeba zaakceptować fakt, że niektórzy ludzie są idiotami.

    Pozdrawiam
    programistka

  5. TL; DR: piętnowanie szczegółów w stylu “Pani Justyno, możemy zaproponować Panu …” to nie “cackanie się”, czy “obrażanie”, ale zwracanie uwagi na _symptomy systemowego problemu na etapie wychowania i wczesnoszkolnej edukacji dzieci_.

    Szarotka:
    “Kto ci to wmawia? (pytanie retoryczne)”
    Nieładnie na wstępie dyskusji odmawiać adwersarzowi zdolności formułowania własnych opinii. Zwalczę jednak odruchową chęć zaszufladkowania Cię po tym wstępie (o ironio) i odniosę się do reszty.

    “Z mojego kobiecego punktu widzenia:”
    Jeśli zaczynasz argumentację tymi słowami, to jesteś częścią problemu (tak, płeć tutaj również jest bez znaczenia – kobiety także powielają omawiane schematy).

    “Dziewczynki/młode kobiety często nie chcą się uczyć, marzą o łatwym życiu, nie myślą o przyszłości, wybierają studia humanistyczne …”
    Podstaw za ‘Dziewczynki/młode kobiety’ ‘dzieci/młodzi ludzie’ i zdanie dalej jest prawdziwe.

    “Za moich czasów (a mam 27 lat), w podstawówce/gimnazjum na kołach matematycznych frekwencja była wyrównana …”
    ‘Proof by anecdote’. Mogę powiedzieć o mojej szkole coś przeciwnego i nic to do dyskusji nie wniesie.

    “… w naturze ludzkiej jest ocenianie …”
    W naturze ludzkiej również jest prowadzenie wojen. Współczesna cywilizacja rozwija się głównie dzięki temu, że człowiek nauczył się panować nad swoją ‘naturą’ za pomocą racjonalnego myślenia.

    “… facet tylko bardziej wtapia się w tłum, pasuje do schematu w głowie jakiegoś managera …”
    Otóż to. To trzeba zmienić. To wymaga świadomego myślenia, racjonalnej oceny i nie ulegania stereotypom, nawet w kwestiach z pozoru błahych.

    “Nie jestem za promowaniem dziewczyn ….”
    Nie odczytałem w komentowanym artykule niczego wprost pochwalającego promowanie dziewczyn. Zajęcia z programowania przygotowane specjalnie dla kobiet odczytuję raczej jako próbę naprawiania błędów wychowawczych/edukacyjnych post factum. Czy takie projekty przynoszą zamierzony efekt – nie wiem. Ale chwała ludziom, którzy widząc problem, działają pozytywnie próbując go wyprostować.

    “Mam koleżankę która uczy w podstawówce i naprawdę dziewczynki są bardzo zainteresowane informatyką, „kodowaniem””
    Czemu ‘kodowanie’ jest w cudzysłowie?
    Poza tym, znów ‘proof by anecdote’. Rzeczy zaczynają iść w dobrym kierunku, ale właśnie dzięki temu, że są ludzie, którzy piętnują zachowania pokazujące problem.

    “Nie ma też co pisać elaboratów, bo trafiło się na szowinistę. Trzeba zaakceptować fakt, że niektórzy ludzie są idiotami.”
    Co ma szowinizm do bycia idiotą? I co ważniejsze, sama przyznajesz, że problem istnieje, ale jednocześnie zachęcasz innych by go ignorować?

    1. “TL; DR: piętnowanie szczegółów w stylu „Pani Justyno, możemy zaproponować Panu …” to nie „cackanie się”, czy „obrażanie”, ale zwracanie uwagi na _symptomy systemowego problemu na etapie wychowania i wczesnoszkolnej edukacji dzieci_.”

      To jest wiadomość kopiuj-wklej i dorabianie do tego ideologii to przesada.

      “„Kto ci to wmawia? (pytanie retoryczne)”
      Nieładnie na wstępie dyskusji odmawiać adwersarzowi zdolności formułowania własnych opinii.”

      To znowu, na zasadzie kopiuj wklej wysłana informacja z zapytaniem o żonę i kolejne dorabianie filozofii, do niekompetencji/lenistwa pracownika hru, który nie zweryfikował płci, tylko machinalnie wysłał maila.

      Czyli podsumowując oba punkty, generalnie bicie piany. Poruszenie feministyczne, bo ktoś z hru jest leniwy i wysyła wiadomości kopiuj wklej bez zastanowienia.

      “„Z mojego kobiecego punktu widzenia:”
      Jeśli zaczynasz argumentację tymi słowami”

      Nie mam na to dowodów, to nie są fakty, to tylko moje odczucie, więc akcentuję to.

      “„kodowaniem””
      Czemu ‚kodowanie’ jest w cudzysłowie?”

      Bo to takie zabawy z kodowaniem 🙂 Układanie bloczków, dużo jakiejś grafiki itp. takie zabawy dla dzieci, które mają uczyć. W końcu to podstawówka, więc “kodowania” w cudzysłowie 🙂

      Pozwól że nie odpowiem na resztę, bo to taka przepychanka słowna i łapanie za słówka, do niczego to nie prowadzi.

  6. O ile posiadanie samego chłopaka programisty jeszcze jest ok, o ile trafi się osobowościowo, tak problem jest gdy założy on własną firmę. Oczywiście każda kochająca dziewczyna/żona będzie wspierać partnera, a najlepiej to pomagać, ale konieczna jest duża dawka cierpliwości. Mój facet ma własny software house. Wrocław to duże miasto i spora konkurencja, wiec siedzi w pracy całymi dniami i nocami. Troszkę inaczej sobie to wyobrażałam..

  7. Rowniez uwazam, ze robienie afery za to, ze ktos uogolnil nasz przypadek i zaliczyl do grupy mezczyzn to przesada. Kobiet jest mniej w tej branzy i stad to wynika. Osobiscie nie widze sensu w wyszukiwaniem przejawow dyskryminacji, bo jeszcze w to uwierze i bede czula sie jak sierotka niedoceniana. Mnie to nie doda pewnosci siebie ani nie wzmocni samooceny wiec staram sie nie pograzac w takim kanale interpretacyjnym. Moze komus dodaje skrzydel wiara ze jest dyskryminowany w pracy i dzieki temu odnosi wieksze sukcesy? Jesli tak, to ok, nakrecajcie sie dalej jesli to takie fajne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *