Poznań 2018: tu na razie jest klepisko

To drugi z tekstów o sytuacji kobiet (i w szczególności matek) na poznańskim rynku pracy. Poprzedni jest tutaj: Poznań 2018: są pracodawcy, którzy wspierają kobiety, a kolejny tu:  Mobbing… i co dalej?

To będzie wpis o mojej koleżance. Skandalizujący. Nauczyłam się już, że kiedy piszę “koleżanka”, część moich Czytelników zakłada, że w rzeczywistości opowiadam o swoich doświadczeniach. Po pierwsze, nigdy tak nie robię. Po drugie, serio, tym razem nie robię tego w szczególności! Moja firma jest ok. Sprawdźcie sobie zresztą w poprzednim artykule.

 

Ci z Was, którzy czytają mnie dłużej, może nawet od zamierzchłych czasów poprzedniego bloga, zauważyli pewnie, że ostatnio unoszę się znacznie mniej niż kiedyś. Powodów tej zmiany jest wiele. W ogóle trudniej mnie dziś wyprowadzić z równowagi; nie chce mi się setny raz popełniać wpisu o innej odmianie tego samego głupiego komentarza; mam lepszą sieć wsparcia; sytuacja kobiet w naszej branży wygląda coraz lepiej; mnie osobiście od dawna nie przytrafiła się historia z tej kategorii. Tym razem jednak milczeć nie potrafię i znów wypuszczam parę uszami.

Koleżankę na potrzeby tej historii nazwijmy Hanią, a firmę, o której opowiadam – Krzakworksem.

Hania zaczyna nową pracę

Zacznijmy od tego, że Hania jest wyjątkowo dobra w swojej pracy. No wymiata. Z wykształcenia jest lingwistką. Zna prawie dziesięć języków obcych na tyle dobrze, że może w nich plotkować przez telefon. Dokształciła się w kierunku IT i pracowała nie tylko jako lingwistka (komputerowa), ale też programistka i testerka.

Nową pracę zaczęła trochę przypadkiem. Nie szukała zmiany. Przejrzała oferty pracy po tym, jak ktoś w jej obecności po raz kolejny narzekał, że w Poznaniu brakuje propozycji pracy dla lingwistów. Hania znalazła ogłoszenie, poszła na rozmowę, podała zaporową stawkę i została natychmiast zatrudniona w nowootwartym oddziale szwajcarsko-niemieckiej firmy Krzakworks.

Nowy zespół lubi sobie zażartować

Hanię zatrudnił, jako jedną z nielicznych, sam zagraniczny szef. Ten sam szef zatrudnił Romka, lidera zespołu, do którego Hania miała trafić. Resztę pracowników wybrał już i przyjął Romek.

Niemalże od pierwszego dnia zaczęłam odbierać od Hani rozpaczliwe wiadomości. Skarżyła się w nich na treści wygłaszane pełnym głosem w przestrzeni open space oraz na głównym kanale firmowego komunikatora. Hania nie mogła zrozumieć, jakim cudem ma wokół siebie dziesięć osób jednym głosem opowiadających seksistowskie żarty rodem z hurtowni budowlanej w latach dziewięćdziesiątych. Na początku postanowiła założyć, że to jedynie reakcja stresowa męskiego zespołu na przyjęcie do ich grona pierwszej kobiety. Miała nadzieję, że chwilę sobie pośmieszkują i temat sam ucichnie.

Nie ucichł. Krzakworks dzielił piętro z bankiem. Większość osób zatrudnionych w banku, odwrotnie niż w Krzakworksie, stanowiły kobiety. Mimowolnie stały się osią firmowego życia towarzyskiego. Żarty były takie:

💀 – Jak ci się udało uciszyć panie z banku?
– Pokazałem im, co mam w spodniach, aż zamilkły z zachwytu na widok mojego potwora.💀

💀 Dobre korpo szmaty, brałbym. Tamta brzydka, stara rura, ale tyłek ma super.💀

💀Nazwijmy serwer Sasha Grey, będzie można mówić „Sasha Grey is down” i wiadomo, co trzeba wtedy zrobić. 💀

💀 Jebać lewaków maczetami. (rzucone tak po prostu, poza rozmową)💀

💀 Fajne dupy, szkoda, że trzynastolatki. 💀

Donald Trump, przyciśnięty odnośnie obrzydliwych seksistowskich komentarzy, których nie zamierzam tu cytować, tłumaczył się przy użyciu terminu locker room talk. Twierdził, że tego typu męskie gadanie buduje wspólnotę, ale nie przekłada się na żadną realną dyskryminację. W tym wypadku stało się podobnie, Romek nazwał takie wymiany zdań “prywatnymi rozmowami” i miał do Hani pretensje o to, że “podsłuchuje” je i na dodatek się wtrąca.

Oryginalna metoda rekrutacji

Romek, lider zespołu, odpowiadał za rekrutację. O tym, że homogeniczne (“jednolite”, gdyby się komuś “homo” źle kojarzyło) zespoły nie działają efektywnie, napisano wiele (np. tu). Romek zdawał się jednak o tym nie wiedzieć. Jednym z najistotniejszych kryteriów rekrutacyjnych było podobieństwo poglądów. Dla pewności i dla rozluźnienia atmosfery, Romek miał zwyczaj odczytywania fragmentów CV na głos. Do kosza trafiali, po publicznym obśmianiu: przedstawiciele ras innych niż biała (a także, na wszelki wypadek, osoby o egzotycznych nazwiskach), osoby po czterdziestce, mężczyźni podejrzewani o homoseksualizm (za istotny wyznacznik uważano przyjście na rozmowę kwalifikacyjną w rurkach).

💀Dobrze, że jestem rasistą, nie zatrudnię żadnego ciapatego. Czarnuchom też pokażemy, gdzie ich miejsce. 💀

💀 Z dinozaurami nie pracujemy, nie zapraszamy nawet na rozmowę. 💀

Kobiety miały szansę, jeśli były atrakcyjne, co w rozumieniu członków zespołu oznaczało przede wszystkim noszenie rozmiaru S.

💀 Jestem k…a najdroższą sprzątaczką w historii tego kraju. Każda Ukrainka chciałaby tyle zarabiać. Nie możemy do sprzątania kuchni zatrudnić jakiejś Ukrainki z fajnym tyłkiem? (po prośbie o wstawienie kubka do zmywarki) 💀

💀Musimy zatrudnić jakichś testerów. Albo lepiej nie! Testerki! Jakieś fajne! Przydadzą się tu nam fajne testerki, ja mam bardzo duuuużo do testowania.💀

Hania reaguje…

Hania jest osobą otwartą i asertywną. Kilka razy upomniała rozochoconych kolegów. Powiadomiła ich, że ma zupełnie inne od nich poglądy ,a ich “żarty” są jej zdaniem nieśmieszne i obraźliwe. Uświadomiła im też, że kiedy życzą śmierci “feminazistkom” blokującym miasto w dzień Czarnego Protestu, mówią także o niej i jej przekonaniach.

Romek oskarżył Hanię o psucie atmosfery. Obawiał się,  że przez przez jej kaprysy zespół zaraz się rozpadnie. W ramach kompromisu umówili się, że Hania będzie zgłaszała mu zastrzeżenia prywatnie, a wtedy on trochę kolegów wyhamuje. Wprowadził także “chamskie czwartki”. W dzień, kiedy Hania nia pracowała, koledzy mieli szansę odreagować obowiązującą przez pozostałe dni tygodnia surową cenzurę.

Mimo wszystko nadal Hania regularnie wracała do domu wściekła. Zdania wypowiadane na open space nie tylko przekraczały granice dobrego smaku, ale także, zwyczajnie, łamały nawet wątłe polskie przepisy antydyskryminacyjne. Wielokrotnie próbowałam namówić ją na rozmowę z działem HR, ale wzbraniała się, nie chcąc jeszcze bardziej eskalować sytuacji. Nie wierzyła zresztą wcale w skuteczność takiego zabiegu.

Zaciskała zęby, żeby szybciej spłacić kredyt, bo płaca była, mimo wszystko, lukratywna.

… i trafia do HR-ów

Rozmowa z HR-ami w końcu się odbyła, ponieważ – za każdym razem, kiedy o tym myślę, wybucham głośnym śmiechem – Hanię do działu HR podkablował sam Romek. Poszło o wspomniane już “psucie atmosfery” i wtrącanie się w “prywatne” rozmowy.

Rzadko zdarza się, żeby dział HR stanął w takiej sytuacji na wysokości zadania, ale tu się udało. Po usłyszeniu kilku przykładów pani wyciągnęła kodeks pracy oraz parę innych teczek i po kolei punktowała, jakie przepisy złamał Romek i jakie powinny być tego konsekwencje. Długo kłócił się, że o dyskryminacji można by mówić, gdyby dotyczyła konkretnej osoby w rozmowie z nią, a nie grupy, a przecież:

💀To nie było do niej. Nikt Hani bezpośrednio nie obraża. Tylko generalnie: kobiety, gejów i Żydów. 💀

W końcu jednak zamilkł, zatroskany wpływem przepisów na najważniejsze spoiwo zbudowanego przez siebie zespołu.

💀To o czym mamy teraz żartować? 💀

Chodziło o przepisy takie jak poniższy artykuł 257 Kodeksu Karnego oraz zapis o “dyskryminacji pośredniej” w kodeksie pracy.

Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Jest lepiej i pojawiają się sojusznicy…

Z punktu widzenia Hani, trochę się wtedy poprawiło. Pojawiło się więcej wyposażonych w jakąkolwiek empatię, a Romek został poważnie upomniany przez centralę.

Zagraniczne szefostwo wydawało się wstrząśnięte całą tą historią. Jeden z członków zarządu w obecności Hani rozpłakał się i zatykał uszy rękoma, kiedy ta powtarzała mu komentarze członków zespołu na temat starszej pracownicy niemieckiego biura, która miała wyjść na dworzec po jednego z kolegów:

💀 Ooo, to będzie jej ostatni numerek w życiu. Gościu, uważaj na siebie, jak Cię taka stara brzydka prukwa złapie, to jak świeże mięsko, nie wypuści, wrócisz z takimi wspomnieniami z BT.💀

Nowo zatrudniony programista już po trzech dniach zaczął rozglądać się za nową praca, ponieważ nie mógł wytrzymać poziomu żartów na open space.

Po stronie Hani stanęła też sekretarka, która podobnie jak ona niejednokrotnie wychodziła z biura z wypiekami i we łzach. Ona także złożyła oficjalną skargę na zachowanie niektórych osób.

Firma pisemnie przeprosiła Hanię. Złożono jej oficjalnie podziękowania za reakcję.

… ale kończy się praca

Hanię zapewniono, że konsekwencje zostaną wyciągnięte i że może czuć się bezpiecznie w pracy.

Krótko potem okazało się, że zostanie zwolniona, ponieważ nie ma dla niej wystarczającej ilości zadań.

Opinię na temat ilości zadań wydał, na polecenie szefów, lider zespołu. Znaczy się, Romek.

Posłowie

Hania nie pracuje już w Krzakworksie. Ma nową, ciekawą pracę.

Ma też depresję.

Sekretarka również odeszła z pracy, jako powód podając atmosferę w biurze oraz seksistowskie i rasistowskie żarty. Na odchodne rozmawiała z jednym ze zamiejscowych szefów, który co prawda pamiętał, że Hania się skarżyła (był zresztą jednym z adresatów jej maila na ten temat), ale uwierzył w zapewnienia Romka, że mają do czynienia z histeryczką. Był bardzo zaskoczony kolejną decyzją o odejściu.

Zespół nadal pracuje w oryginalnym składzie. Część jego członków dostała awanse i podwyżki.

Nie wiemy, dlaczego zachodnioeuropejska firma godzi się na takie praktyki w swoim biurze. Czy jej szefowie sądzą, że to typowy w Polsce zespół poglądów, a “wszyscy po tej stronie Odry to barbarzyńcy”?

Mam w tej chwili poczucie, że wylałam na swojej stronie beczkę szamba. Prawdę mówiąc, wstyd mi było wklejać tu niektóre cytaty. Dlaczego się nie powstrzymałam?

  • Bo uważam, że takie zachowania trzeba piętnować.
  • Bo takie rzeczy dzieją się tu, w Poznaniu, na “moim” rynku pracy.
  • Bo chcę przypomnieć, że seksizm to prawdziwy problem, nawet jeśli ja czy mój rozmówca mamy szczęście nie doświadczać go we własnej pracy.
  • Wreszcie – bo sama nie jestem do końca pewna, jak uniknąć wdepnięcia na taką minę. Hania twierdzi, że na rozmowie rekrutacyjnej nie zauważyła żadnych czerwonych flag. Jedyne, co przychodzi mi do głowy (nie jestem pewna, czy pisałam o tym w moim raporcie na temat rekrutacji, czy może to nowsze doświadczenie): przed podpisaniem umowy o pracę warto poprosić o możliwość krótkiego spotkania z ludźmi, z którymi mamy na co dzień współpracować. To ostatni moment, kiedy można jeszcze w miarę bezboleśnie się wycofać.

Co Waszym zdaniem powinna teraz i wtedy zrobić Hania?

Komentarze

19 myśli nt. „Poznań 2018: tu na razie jest klepisko”

  1. Hania to moja bohaterka!Tekst genialny i niestety prawdziwy. Zmiana pracy działa jak najlepszy balsam dla duszy i umysłu.
    Pozdrawiam.
    Sekretarka

  2. Bardzo ciekawy artykuł. Nie spodziewałem się, że jeszcze naprawdę są tacy ludzie, którzy zachowują się w ten sposób.

    Brak “ż” i brak “mógł”
    “Nowo zatrudniony programista już po trzech dniach zaczął rozglądać się za nową praca, poniewaz nie wytrzymać poziomu żartów na open space.”

  3. Nie mogę uwierzyć, że takie rzeczy się dzieją.
    Jak możnaby było to rozwiązać? Czy rozmowy z poszczególnymi członkami zespołu? Wcześniejsza edukacja nt. inteligencji emocjonalnej?

    1. Może rzeczywiście zamiast co któregoś wyjazdu na dziedzinową konferencję, można by zespołom w IT fundować warsztaty z inteligencji emocjonalnej i empatii. W wielu miejscach by się przydały, wielu osobom.

  4. Niestety firma skupiła się głównie na ochronie swojego wizerunku i wyjściu z kłopotliwej sytuacji bez szwanku i być może po to, aby nie podpaść szwajcarskiej centrali. Tak więc wykonano działania, moim zdaniem pozorne, zwiazane z oficjalnymi przeprosinami, ale za nimi nie poszły zmiany w firmie, gdy to nie było celem przeprosin. Problemem zostala osoba, która zglasza/robi problem czyli Hania. Obojętnie co robi firma i tak osoba, która grozi, że sprawę zgłosi staje się dla firmy zagrożeniem. Co mogła zrobić? Przede wszystkim podważyć opinię Romka, powołując się na konflikt interesów (decyzję podejmuje osoba, z którą był konflikt, tak więc decyzja może być nieobiektywna). Wsześniej, domagać się wyciągnięcia konsekwencji wobec Romka i zmiany sposobu zachowania zespolu. Probować zmusić firmę, aby wykonywała prawdziwe działania zmieniające kulture organizacyjną odrzucającą dyskryminację i seksizm,a nie tylko działania pozorne – przeprosiny, aby uciszyć temat bez wyciągania konsekwencji wobec sprawcy. Szczególnie, gdy w tej sytuacji złamano prawo, można/trzeba było sprawę skierować do sądu (rasizm, seksizm kierownika). Tyle refleksji na szybko. Myślę, że ważna jest edukacja know-how, bo firmy niestety przekładają swój wizerunek ponad wszystko i nawet pozornie pozytywne działania nie mają realnych skutków.

  5. Niestety to nie tylko specyfika Poznania 🙁
    Pracuję w innym mieście i niestety ale poziom żartów podobny. Z tym, że obiektem są nie tylko kobiety ale także obcokrajowcy. W końcu wyśmiewanie osoby która nie zna polskiego i nie jest w stanie zrozumieć co o niej mówią jest tak bardzo zabawne…

    Żeby było śmieszniej -firma ma dwa projekty. W jednym zatrudnia się kobiety bo coś umieją, w drugim dla rozluźnienia męsiej atmosfery… I to mówi manager tego projektu… Ja pracuję w pierwszym projekcie -mimo, że wszystkie dziewczyny się strają to żadna z nas nie dostała nigdy nagrodzona za naszą pracę (mamy co jakiś czas przyznawane wyróżnienei a dla pracowników). Dziewczyna z drugiego projektu nie robiła absolutnie nic -tylko czytanie maili. Dostała nagrodę za to, że przyszła do pracy. I to było uzasadnienie wyróżnienia.

    1. Pytam zupełnie bez złośliwości – co sprawia, że nadal chcecie w tym miejscu pracować? I jak się na to zapatruje koleżanka, która została nagrodzona? Bo ją chyba też postawiło to w dziwacznej sytuacji?

      1. Ja na szzęście złożyłam wypowowiedzenie! <3 Szczerze to na początku tłumaczyłam sobie, że to ze mną jest problem bo nie doceniam tego, że pracuję w tak zajebistej firmie. Serio -jak dostałam sie to ludzie gratulowali mi. Teraz gdy spotykam się ze znajomymi to nadal mówią mi, ze zazdroszczą mi pracy w X. Ale teraz mam już dość ukrywania mobbingu pod hasłem 'kultury feedbacku'.

        Koleżanka która została nagrdzona czuje się zajebiście z tym. Całe dnie przegląda maile i nie wykonuje zadań które robią pozostałe osoby na tym samym stanowisku. I teraz poczuła się na tyle pewnie, że zaczeła wytykać ludziom ich braki, bo ona wie już wszystko i może pełnić rolę eksperta do którego zgłaszasz się po pomoc. Ale jakby co to nam nie może pomóc bo ona nie rozmawia z nikim kto nie ma w nazwie manager.

  6. Odniosę się do kilku rzeczy. Przede wszystkim ciche przyzwolenie na takie zachowania zdarzają się w wielu firmach, potwierdzam – mieszkam w Poznaniu, pracuję w IT (programista), firma z centralą na zachodzie, duży oddział i takie zachowania występują coraz częściej, HRy nie potrafią zareagować. Brak reakcji w odpowiednim momencie powoduje, że inni pracownicy czują przyzwolenie na takie zachowania. Szczególnie problem mają z tym młodsze osoby, które nie traktują miejsca pracy, jako, mimo wszystko, miejsca publicznego, tylko jak prywatny folwark.

    Najciekawsze jest to, że wiele osób nie widzi w tym problemu, “bo to są tylko żarty”, ale przy okazji ujawniają kondycję psychiczną osób, które potrzebują tego typów bodźców w pracy.
    Miejsce pracy to nie forum internetowe, nie ma w nim miejsca na nieprofesjonalne zachowania i dyskryminację, a takie osoby należy ostrzegać i zwalniać, bo nie pasują do norm społecznych.

    Dziękuję Ci Justyno za wpis, zachęcam wszystkich do reagowania – upominania takich osób, edukowania, a jeżeli są to przypadki beznadziejne, do zwalniania takich osób. Obojętność to najgorsze co można zrobić. Dla osób pracujących w HRach – nie reagując pozwalacie na szerzenie takich zjawisk.

    1. Co powinna zrobić Hania? Jeżeli czuje się wystarczająco silna, to powinna iść z tą sprawą do Sądu Pracy, który domyślnie broni praw pracowników. Życzę dużo zdrowia, bądź silna, powodzenia!

  7. A ja, stając w obronie koleżanki, która była ofiarą Mobingu, zostałem zwolniony, razem z ofiarą mobingu.

    Ale mówić, że poznań jest zły, nei wiem. Odczuwam silną chęć powiedzenia, że nie miasto, lecz ludzie…

    1. Z drugiej strony, jedyny przypadek jaki znam zwolnienia za mobbing i seksizm to przypadek z Poznania.

    2. Och, ale ja ani przez chwilę nie chciałam powiedzieć, że Poznań jest zły… Przez to, że drugi z moich wpisów o Poznaniu stał się o wiele bardziej popularny od pierwszego, trochę wyleciał kontekst…

  8. Należy uważać na tego typu artykuły jak ten, bo są bardzo jednostronne.
    Europa zachodnia jest trawiona przez choroby nadmiernej i źle pojętej “tolerancji”. Oczywiście złe zachowania należy zwalczać, ale nie możemy stać się zbyt “wrażliwi” i na każde złe słowo, głupi żart odpowiadać “Brak tolerancji, (i inne hasła). Do sądu z tym człowiekiem!!!”.
    Więcej rozwagi w ocenianiu, mniej odwoływania się do tych wszystkich modnych terminów “mów nienawiści, tolerancji itp.”. Kiedyś świat istniał bez tego typu konstrukcji.
    Budujmy, a nie dzielmy relacje między ludźmi z pewną dozą dystansu do samego siebie (swojej rasy, płci, charakteru, osobowości itp).

  9. Przez chwile myślałem, że autorka po prostu nieświadomie ekstrapoluje pojedyńcze zachowanie na cały rynek pracy w Poznaniu (tzw. fałszywa generalizacja). Im bardziej jednak wczytuje w dyskusje tym bardziej dostrzegam zwykłą manipulacje / clickbait.

    Szkoda tylko, że na blogu którego wpisy są promowane przez JUG Poznań.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *